Od.Ważne

Od.Ważne II - odcinek 4. Violetta Ratajczak: Odważ się mieć wpływ.

Fundacja Obywatelki.pl Season 2 Episode 4

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 30:59

Odważ się mieć wpływ. 

 Violetta Ratajczak jest trenerką biznesu, liderką społeczną i wieloletnią pełnomocniczką Kongresu Kobiet w Wielkopolsce. Od lat wspiera kobiety w odkrywaniu własnego potencjału, budowaniu pewności siebie i odważnym sięganiu po wpływ, zarówno w życiu zawodowym, jak i społecznym. Wierzy, że sukces nie jest kwestią przypadku, ale konsekwencji, odwagi i gotowości do działania.

Choć przez wiele lat podążała ścieżką wyznaczoną przez oczekiwania otoczenia, nie przestała szukać własnej. Łączyła wymagającą pracę zawodową, wychowanie dzieci i studia, jednocześnie konsekwentnie inwestując w swój rozwój. To właśnie dzięki determinacji i świadomemu budowaniu swoich kompetencji stworzyła życie zgodne z własnymi wartościami i celami.

Przez blisko dwie dekady zarządzała sprzedażą na rynkach Europy Centralnej i Wschodniej, rozwijając tym samym międzynarodowe zespoły i projekty. Dziś wykorzystuje swoje doświadczenie podczas organizacji największego regionalnego Kongresu Kobiet w Polsce oraz poprzez tworzenie dla kobiet przestrzeni, w której mogą wzajemnie się wspierać, inspirować i wzmacniać. Jako radna Sejmiku Województwa Wielkopolskiego angażuje się również w działania na rzecz równości, aktywności społecznej i większego udziału kobiet w życiu publicznym.

Projekt Siła Równości II edycja jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej i budżetu Państwa w ramach Programu "Fundusze Europejskie dla Wielkopolski 2021 - 2027" 

#FunduszeEuropejskie 

#FunduszeEU

Paulina Kirschke: Zapraszamy na kolejne rozmowy w drugiej edycji cyklu Siła Równości. Podcast przygotowywany jest przez Fundację Obywatelki.pl. Posłuchajcie kobiet, które robią to, co kochają. Projekt jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej i budżetu państwa w ramach programu Fundusze Europejskie dla Wielkopolski 2021-2027. Dzień dobry, Paulina Kirschke, witam w kolejnym odcinku podcastu. Witam specjalną gościnie. Wioletta Ratajczak. Cześć Wioletto, dzień dobry.

Violetta Ratajczak: Cześć, Paulino.

PK: Nie będziemy udawać, że się nie znamy. Bo się znamy.

VR: Znamy się bardzo dobrze.

PK: Tak jest. Wioletta Ratajczak, radna naszego wielkopolskiego sejmiku, szefowa Wielkopolskiego Kongresu Kobiet. Od ilu lat?

VR: Od dziesięciu.

PK: Od dziesięciu, czyli dekada. Poznanianka roku 2019. Prezeska stowarzyszenia Szok. Miałaś jeszcze nagrodę w 2014, która mówiłaś, że zmieniła trochę twoje życie, a była to nagroda biznesowa.

VR: Tak, to byłam finalistką konkursu Business Woman Roku, organizowanym przez Sukces Pisany Szminką i Forbes.

PK: Dużo rzeczy w twoim życiu się dzieje. Dużo dzieje się w temacie kobiecym. Od początku myślałaś o sobie jako takiej właśnie bojowniczce, wojowniczce o prawa kobiet? Czy to przyszło z czasem, od jakiegoś momentu w twoim życiu? Bo o tym nigdy nie rozmawiałyśmy jeszcze. To chętnie posłucham.

VR: Ja myślę, że to się ma w genie po prostu, tylko nieuświadomione. W momencie, kiedy dojrzewamy jako dziewczynki, mamy pewne ograniczenia i tłumi się nas po prostu, nawet jak jesteśmy takie bardzo żywiołowe. Ty bądź grzeczna, dostosuj się do środowiska, nie wychylaj się. No cóż, dorastałam w takim czasie i takim okresie, gdzie Polska była jeszcze w komunie, więc wówczas dziewczynki, no, były grzecznymi dziewczynkami. Ale ja to czułam.

PK: Miałaś białe rajstopki.

VR: Miałam białe rajstopki [śmiech] i-

PK: Warkoczyki.

VR: Warkoczyki tak. Tutaj dwie kitki, okularki. I byłam z tych grzecznych dziewczynek, co słuchały się rodziców. I gdzieś, przez to słuchanie szłam taką drogą, gdzie no była ona najlepsza, widziana przez moich rodziców, ale ja nie do końca to czułam. I dopiero jak już byłam starszą dziewczyną, koło dziewiętnaście-dwadzieścia lat, wtedy poczułam, że jednak ta droga, którą przeszłam, ta, pierwsza edukacyjna, to nie jest moja droga i z tym się źle czułam. Chciałam być architektką. Skończyłam technikum ogrodnicze, a tak naprawdę skończyłam finalnie ekonomię, więc te droga była różna. Aczkolwiek te predyspozycje nieuświadomione, nasze kompetencje czy takie dary, które mamy, one później procentują, bo one może nie są, pójdą z wykształceniem, ale jednakże, one tam są w środku i wystarczy spojrzeć na to życie i na te swoje kwestie swojego potencjału trochę inaczej. I dzisiaj jestem architektką życia swojego, więc tak naprawdę-

PK: Coś tam z tej architektury. [śmiech]

VR: Coś tam z tej architektury zostało. I już wtedy, kiedy poczułam, że uwiera mnie wiele rzeczy, na które się nie zgadzam, zaczęłam myśleć o sobie jako o kobiecie, która jest inna albo inaczej widzi może. Może inna nie, ale widziałam coś innego.

PK: I już miałaś tę odwagę, jak miałaś te dziewiętnaście-dwadzieścia lat, żeby trochę własną ścieżką podążać? Czy ona musiała troszkę rosnąć razem z tobą?

VR: No, tamte czasy były takie, że staropanieństwo nie było dobrze widziane, więc wyszłam dosyć wcześnie za mąż, mając trzydzieści dwa lata, więc to wszystko kiełkowało sobie. Przerwałam studia. Wówczas studiowałam na Uniwersytecie-- Akademii Ekonomicznej i wróciłam na studia dopiero jak miałam trzydzieści trzy lata. W związku z uświadomieniem sobie, że bez skończonych studiów nie pójdę dalej. I, mając dwoje dzieci, chłopców, którzy byli bardzo energiczni i wymagali dużej, dużego zainteresowania, mając pracę zawodową bardzo wymagającą w korporacji międzynarodowej, podjęłam jeszcze studia. No i jeszcze wspierałam wówczas męża, który miał własną działalność gospodarczą, więc było tego bardzo, bardzo dużo.

PK: Ale, decydowałaś się zawsze na swój własny rozwój.

VR: Tak.

PK: To było coś, co też wyniosłaś z domu, że kobiety tak robią? Czy to było coś, co w sobie wybudowałaś? Bo dużo rozmawiamy tutaj w tych podcastach o to, o tym, że łatwiej jest, jeżeli masz jakieś wsparcie najbliższych, jak w domu ci mówią właśnie nie, nie wychylaj się, tylko ci dają te skrzydła. Nie każda z nas ma to szczęście, że właśnie tak to wygląda. Trzeba sobie czasami te skrzydła samej utkać, dorobić, zrobić na drutach. Jak to było w twoim przypadku?

VR: No w moim przypadku mogę powiedzieć, że miałam, mam mamę bardzo silnej osobowości, bardzo utalentowaną w różnych dziedzinach życia: od manualnych, majsterkowania, poprzez malowanie i takie właśnie sprawy, też kobiece, szycie, robienie innych rzeczy, gotowanie wspaniałe. Natomiast no nie miała finału w wykształceniu-

PK: Mhm.

VR: Ponieważ no akurat tak się ułożyło jej życie i ona raczej pokazywała mi, że ciężką pracą można coś osiągnąć, więc do tej pracy mnie tak zachęcała, żeby od razu jak najwcześniej podjąć pracę, żeby być niezależną. I tutaj rzeczywiście ta niezależność, praca z tym się wiąże. Więc myślę, że to był-- może nie dostałam tego wsparcia w wykształceniu, żeby od razu tak skończyć studia dzienne i tak dalej, ale dostałam inne wsparcie z samodzielności i zaradności życiowej. I myślę-

PK: To jest bardzo ważne.

VR: Wydaje mi się, że to jest bardzo, bardzo ważne. Więc kiedy masz jakieś narzędzia wewnętrzne, kiedy czytasz No przecież nie trzeba kończyć studiów na początku, żeby coś o sobie się dowiedzieć. Wystarczy czytasz książki, analizujesz je, szukasz siebie, odszukujesz, jaką ty jesteś osobą, czy ty się identyfikujesz z taką bohaterką, czy z takim wydarzeniem. Więc poprzez jakąś analizę wewnętrzną, którą mam dosyć mocno rozwiniętą, dochodziłam do tego, że ja szukam swojej drogi, ja chcę coś osiągnąć. I miałam konkretne cele. I coś takiego było u mnie, że ja co pięć lat mówiłam, co ja będę, kim będę, co będę robiła. I tak sobie te cele zakładałam. Więc muszę powiedzieć, że ja idę zgodnie już od trzydziestu lat z pewnym pomysłem i z pewnymi celami na siebie.

PK: Super, bo to, co mówisz, ponieważ jak rozmawiam z kobietami, jak z nimi pracuję, także warsztatowo, to bardzo często jak je pytam: "A o czym marzycie? A jaki jest twój cel?" To one tak siedzą i mówią: "Jezu, nie wiem. Dawno o tym w ogóle nie myślałam. Jaki jest mój cel, o czym marzę?" I jakby to życie, właśnie dzieci, praca to z dnia na dzień bardzo mocno wpływa na to, że zapominamy, o czym tak wewnętrznie marzyłyśmy kiedyś, co chciałyśmy robić, jakie są nasze cele. To gdzieś umyka. A ty tak świadomie sobie pomyślałaś w pewnym momencie: nie, no to ja będę dążyć do jakiegoś celu. Czy też cię coś naprowadziło na to? Bo jestem ciekawa, jak się do tego dochodzi, bo mam wrażenie, że bardzo dużo kobiet ma taki moment dopiero jak ktoś im powie: "A co ty w zasadzie chcesz robić?"

VR: Zgadzam się. W środowisku mamy no sprzymierzeńców i krytyków tak naprawdę. Najczęściej dostajemy krytykę jako kobiety, dostajemy krytykę i ograniczenia. Nie słyszymy sprzymierzeńców. Jestem też trenerką biznesową, więc jak mam ankietę ewaluacyjną, to dostaję osiemdziesiąt procent pozytywnych ocen, a dwie powiedzmy, czy tam powiedzmy dwadzieścia procent jest troszeczkę słabszych i się skupiam na tych słabszych. Ale raz tak było, ale już nie jest. Skupiam się tylko i wyłącznie na tym, co świat mi przynosi i gdzie mówi o mnie dobrze. I ja to chcę usłyszeć i wyciągam. Skupiam się na dobrych rzeczach. I tak było rzeczywiście w korporacji, w której pracowałam. To były dawne czasy, już tych organizacji nie ma. Usłyszałam od mojego szefa: "Słuchaj, ty masz świetne wyczucie, ty masz świetną intuicję. Ty pracowałam w sprzedaży. Masz świetne relacje. Wiesz co? Zrób te studia, bo tego ci brakuje i wtedy zobaczysz, świat ci się otworzy i będziesz miała zupełnie inne możliwości, bo to tylko będzie dopełnienie. Bo ty to wszystko wiesz, a to będzie dopełnienie." I skończyłam marketing zarządzanie zresztą i muszę powiedzieć, że tamte słowa bardzo mnie wzmocniły. I rzeczywiście to był w ogóle mężczyzna. Dzisiaj można powiedzieć tak paradoksalnie, ale to rzeczywiście jeden z nielicznych mężczyzn, który umiał, dobrym był szefem, po prostu był sprawiedliwym szefem i był bardzo doświadczonym szefem, więc ta jego świadomość, że płeć nie stanowi o twojej sile i kompetencjach, tylko twój talent człowieka, jaki ma w sobie ukryty. I ta odkrywanie swoich talentów powoduje, że jeżeli zaczynamy nad tym pracować, no oczywiście pracując w korporacji miałam fantastyczne szkolenia, pracę z coachami, więc to było trzydzieści lat temu, więc ja już wtedy miałam ten-

PK: Miałaś szansę

VR: Narzędzia i szansę. Nie miałam jeszcze studiów skończonych, ale rzeczywiście to, co wtedy pracowałam na tych warsztatach, tak mnie rozwijały, tak mnie pobudzały, tak mnie prowadziły do pytań, zadawania sobie pytań, że te pytania towarzyszą mi do dzisiaj. Bez pytania nie idę do przodu, bo ja muszę sobie zadać pytanie po co mi to? Co mi to przyniesie? Dokąd chcę zmierzyć, dokąd zmierzam i co chcę osiągnąć? Albo jakie mam marzenie kolejne. Więc to był ten start.

PK: To jest bardzo ważne, o czym mówisz. Bo często nie mamy, albo ludzi wokół, którzy nam dobrze życzą, którzy są też takimi wzorami dla nas i mają jakieś, możemy się z nimi troszkę zderzyć i zobaczyć. Chciałabym tak samo, chciałabym inaczej. Ja też mam za sobą historie mężczyzn, którzy dostrzegali moje jakieś cechy, które mi pozwoliły iść dalej, bo to często byli w tej hierarchii obojętnie w zasadzie, czy to jest biznes, czy dziennikarstwo. Mężczyźni są wyżej, przynajmniej było te dwadzieścia, trzydzieści lat temu.

VR: Cały czas tak jest.

PK: Teraz się troszkę zmienia, ale wciąż jest to nierówno, jak wiemy. Natomiast to też jest o tym, że niekoniecznie to musi być kobieta, która jest dla ciebie tą rolą modelką, tylko to może być też mężczyzna, który właśnie poda ci tą dłoń i zobaczy w tobie coś, czego ty sama nie widzisz.

VR: Tak, ja myślę, że na mnie wpłynął. Jestem dzisiaj sześćdziesięciolatką, już mam sporo za sobą, ale jeszcze bardzo dużo przed sobą, więc mam w głowie słowa i takie motywacje do działania Briana Tracy, na którego chętnie jeździłam spotkania. On był niesamowity, miał wtedy, kiedy go słuchałam, to on już miał chyba siedemdziesiąt parę lat. Ta energia i więc ten entuzjazm. I ja jestem przekonana, że to, co ludzi rozwija, to jest motywacja, entuzjazm, radość z osiągania małych rzeczy, które prowadzą czasami do niesamowitych, wielkich nawet, które nie zaplanowaliśmy sobie wcześniej. Ale to jest po prostu konsekwencja naszego działania. Trzeba być gotową na sukces, bo ja zawsze mówię, że ja nie biegnę za sukcesem, to sukces biegnie po mnie.

PK: Bardzo ładna myśl. Czy ten sukces też biegł po ciebie, kiedy zaczynałaś z Kongresem Kobiet działać?

VR: Tak, właśnie już wtedy byłam po rozstaniu się z pierwszą z tymi dużymi korporacjami. W międzyczasie jeszcze zaliczyłam samorząd, więc poszukiwałam siebie w różnych przestrzeniach, gdzie mogłam wykorzystać swoje talenty, bo już byłam świadoma swoich talentów organizacyjnych, relacyjnych. Takich spojrzenia szerokiego liderstwa, bo to też muszę powiedzieć, że jestem uświadomiona, że jestem liderką, przywódczynią, bo to jest właściwie dwa różne jakby aspekty, ale ja jestem tego świadoma, bo po prostu miałam odpowiednie testy i to też zostało stwierdzone. I to bardzo pomogło.

PK: Kobiety rzadko mówią o sobie w ten sposób, prawda?

VR: Tak.
 

PK: Też to zauważasz na pewno.

VR: Tak i-

PK: „Ja jestem liderką, jestem przywódczynią”. Że to nam ciężko przychodzi, żeby się do tego przyznać, bo to tak no nie wypada. My ciągle mamy coś, co nie wypada. A super usiąść i powiedzieć: „Tak, tak jest. No mam na to dowody”.

VR: Mam na to dowody. Te badania Discovery, które zostały przeprowadzone — no dużo różnych oczywiście testów przechodziłam, bo w korporacjach-

PK: Wiecznie nas testują.

VR: Jeśli zarządzasz, ale zarządzasz grupą ludzi, no to, no trzeba wiedzieć, jakim — to były mądre korporacje, że rzeczywiście do tego tak podchodziły, aby ludzie, którzy zarządzają i mają wpływ na innych ludzi, aby byli sobą, no zrównoważeni.

PK: W zgodzie.

VR: I mieli w sobie te predyspozycje do zarządzania. To jest bardzo ważne. Wówczas, kiedy trafiłam już, byłam w innej organizacji, do której w zasadzie byłam do zeszłego roku. Dziewiętnaście lat aż pracowałam w branży ogrodniczej.

PK: Kawał życia.

VR: Tak. Nie spodziewałam się, że zostanę w jednej firmie dziewiętnaście lat, ale ona mi dała ogromną satysfakcję i duże możliwości, ponieważ byłam w tej firmie dyrektorką do spraw sprzedaży na Europę Centralną i Wschodnią, ale też miałam wpływ na CSR i na marketing, więc spełniłam się w tej firmie po prostu w tysiąc procent można powiedzieć zawodowo. I właśnie mając te możliwości zaczęłam mieć większy kontakt z kobietami, bo jak powiedziałam to była branża ogrodnicza, a kobiety w tych ogródkach działają. Produkty moje akurat były również dedykowane bardziej pod kobiety, więc kiedy spotykałam się z tymi kobietami na wschodzie Polski, bo tam w tej firmie zaczęłam pracować w dwutysięcznym szóstym roku, zaczęłam podróżować po Polsce i zobaczyłam, jaka jest różnica między Poznaniem a Rzeszowem czy Krosnem i powiedzmy Suwałkami, bo odwiedzałam całą Polskę i wszystkich klientów. Chciałam poznać dobrze ten rynek. Wówczas zobaczyłam, że mamy naprawdę dużo do zrobienia, że to jesteśmy cały czas w jakimś takim przekonaniu, że tylko duże miasta, kobiety z dużych miast mogą żyć swobodnie, mogą się realizować, mogą mieć marzenia. A kobiety w małych miasteczkach i na wsiach po prostu były stworzone do prowadzenia tego domu. Więc zaczęłam nad tym się zastanawiać, jak mogę im pomóc, co mogę zrobić. I trafiłam oczywiście w Poznaniu na jeden z Kongresów Kobiet, kiedy był wcześniej robiony przez poprzednią pełnomocniczkę. I wtedy pomyślałam tak, to jest to miejsce. To był dwutysięczny trzynasty-czternasty rok. Tak, to jest to miejsce. Dwutysięczny trzynasty dokładnie. I tak się zaczęła moja przygoda z Kongresem, bo się natychmiast zapisałam. Dostałam się na tak zwaną Letnią Akademię Kongresu Kobiet, gdzie po tygodniu pokazałam wszystkie swoje talenty i w dwutysięcznym piętnastym roku zaproponowano mi, żebym, abym objęła tutaj na koniec dwutysięcznego piętnastego roku, abym objęła pełnomocnictwo właśnie w Poznaniu. I tak się zaczęła moja przygoda z Kongresem.

PK: Co daje Ci Kongres? Co takiego przez te dziesięć lat bycia pełnomocniczką, a jeszcze dłuższy związek z Kongresem — co takiego Ci daje praca z kobietami i dla kobiet? Bo jak o tym mówisz, to Ci się oczy świecą. [śmiech]

VR: Ja długo nie myślałam o słowie siostrzeństwo. Jakoś nie używałam tego słowa. Nie używałam słowa koleżankowanie się. Ale rzeczywiście, kiedy wchodzisz w środowisko kobiece i spotykasz podobne do siebie kobiety, które mają — podobnie myślą, podobnie chcą mieć wpływ, bo właśnie to jest najważniejsze. Kobiety, które chcą mieć wpływ, zmieniają świat. Bez odwa-- i co mnie jeszcze bardzo w tym świecie kobiet urzekło i dlaczego taka jestem szczęśliwa? Bo spotykam mnóstwo kobiet, które mają odwagę mówienia o rzeczach trudnych, niełatwych, dosyć niepopularnych albo wręcz skrywanych.

PK: Bolesnych, bolesnych czasami.

VR: Bolesnych. Tak. I ten Kongres— w tym Kongresie udało mi się przez, nie tylko mnie oczywiście, ale przez współpracę grupy różnych koleżanek, członkiń Kongresu stworzyć może nie taki bardzo w ciągu roku mocno działający, ale rzeczywiście taki raz do roku wielki Kongres, podczas którego zapraszam i spotykam kobiety, które mają odwagę mówić, które mają odwagę działać, które są w kontrze do czasami władzy, w kontrze do samorządów, w kontrze sama do siebie nawet i poszukuje siebie. Już nie wspominam o rodzinie oczywiście. I tutaj spotykając się wzajemnie, mając ten kontakt, po pierwsze wzajemnie się wspieramy, bo wsparcie wzajemne jest bardzo ważne i to jest to zrozumienie, że to, co robisz, ma sens. Rób to, to robisz dobrze. Mogę ci czasami pomóc, możemy coś zmienić, możemy to w inny sposób pokazać, ale róbmy to, bo no jak to mówią w kupie jest siła, kolokwialnie. [śmiech]

PK: To prawda. Mam wrażenie, że trochę jesteście— Kongres Kobiet jest ten wielkopolski, jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, że co roku pobijacie rekord, bo w tym roku znowu padł rekord frekwencyjny.

VR: Tak.

PK: Wydarzyło się mnóstwo wspaniałych rzeczy. To powinien trwać chyba z tydzień, żeby, żeby wybrzmiało to, co działo się w tym roku.

VR: Tak, w tym roku już to był jedenasty Kongres. Mój to był ósmy pod hasłem takim poznańskim trochę „Tej dziewczyny róbmy swoje”. Zostałyśmy zaproszone przez panią dziekan, panią Agatę Gawlak z Politechniki Poznańskiej, Wydział Architektury. I szesnastego marca tego roku odbył się Kongres.

PK: No i ta architektura się przewija przez Twoje życie.[śmiech]

VR: Tak, tak. Wracam do korzeni i odwiedziło nas ponad tysiąc kobiet, a zarejestrowało się tysiąc osiemset. To był absolutny rekord. Myślę, że byłoby nas jeszcze więcej, ale pogoda zrobiła się tego dnia akurat pierwszy taki ładny weekend. Ale to i tak był sukces. Zresztą byłyśmy przygotowane. Ja pracując w poprzedniej branży ogrodniczej, musiałam robić estymacje pogodowe, więc byłam dokładnie przygotowana. Patrząc, analizując sytuację świąt i nie tylko. Ile osób przyjdzie. Więc to też jest taki sukces, że ten analityczne moje podejście potrafię wyestymować, jakie będzie grupa. Dlatego, że muszę dodać, że my się przygotowujemy z kanapkami, więc trzeba to przewidzieć, żeby żadna pani nie wyszła głodna.

PK: Bo tam parę godzin spędzają jednak.

VR: Spędzają bite dziewięć godzin. Więc podczas tego kongresu miałyśmy równolegle sześć sal. To był największy kongres, rzeczywiście taki regionalny w całej Polsce. Jesteśmy największym takim kongresem, więc było sześćdziesiąt dziewięć prelegentek i dwóch prelegentów, podkreślam, tylko dwóch panów, co już rzadkością się zdaje, jest rzadkością podczas kongresu naszego. I miałyśmy warsztaty fantastyczne, prelekcje. Dodam co najważniejsze przepiękna przestrzeń.

PK: To prawda.

VR: Na wydziale architektury dała nam możliwość zaproszenia bardzo dużo organizacji pozarządowych, które było ich koło trzydziestu, też zaprzyjaźnione firmy, ale były też szpitale. Szpital z Polnej. Mówiąc w skrócie.

PK: Położniczy.

VR: Położniczy, tak z Polnej oraz szpital Polskie- -  nasze Wielkopolskie Centrum Onkologiczne. Tutaj z Garbar. Też miałyśmy Izbę Skarbową, która przygotowywała organizacje pozarządowe i przedsiębiorczynie, które się tam pojawiły. Do tego, żeby wejść od pierwszego kwietnia w KSeF i żeby wyjaśnić pewne trudne kwestie.

PK: Były prawniczki. Było bardzo-

VR: Były prawniczki, które są zawsze z nami co roku.

PK: Tak.

VR: Więc były organizacje dbające o zwierzęta, więc nie będę wymieniała z nazwy, bo nie chcę kogoś skrzywdzić. Więc było naprawdę bardzo, bardzo dużo fantastycznych. No i byłaś oczywiście ty.

PK: Tak, to ja byłam jeszcze dodatkowo. Mam wrażenie właśnie, że ta atmosfera, która jest wtedy, która panuje podczas kongresu, to jest właśnie to siostrzeństwo, o którym mówisz, że kobiety są bardzo, łakną tego kontaktu z innymi kobietami i cieszą się na ten dzień niezwykle, że będą mogły przyjść nie tylko te, które są z tej naszej grupy, trochę takiej dużej, poznańskiej, bo tych organizacji kobiecych w Poznaniu mamy trochę, ale też te wszystkie inne, które nie mają czasu, żeby się spotkać, zobaczyć, pogadać, ale też wspierać. Ty, aby wspierać kobiety, zrobiłaś jeszcze jeden krok: poszłaś do polityki, zdecydowałaś się kandydować. Zostałaś radną Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. Jak Ci tam jest w polityce? [śmiech]

VR: Tak, bo to jest rzeczywiście wątek dosyć w moim życiu przewijający się od dawna. I to nie jest taki proces, że teraz, będąc w organizacjach, postanowiłam wejść. Ja zawsze miałam niezgodę na coś, a jak mam na coś niezgodę, to pokazuję sama, że ja z tym chcę podyskutować. Chcę w to wejść, chcę to poznać bliżej. Ja nie mówię o samorządzie, że tu jakieś miałam duże niezgody, ale taką ogólną politykę prowadzoną przez, przez ostatnie lata poprzedniego rządu i żeby móc wspierać obecny rząd, postanowiłam jednak kandydować do Sejmiku Województwa Wielkopolskiego. To, że postanowiłam to jest jedno, ale dostałam taką szansę, bo w polityce jest mnóstwo osób, które działają, są prężne. To dlaczego akurat ja? No dlatego, że miałam też odwagę. I w dwutysięcznym dwudziestym trzecim roku zostałam zaproszona na platformę na Placu Wolności, na takie przemówienie wiecowe obok pana Donalda Tuska. Więc to był taki, taka szansa. Skoro ją dostałam, to, to trzeba wykorzystać. I to był ten moment, bo o tym, żeby wejść do tej polityki i coś działać. Już były takie próby. Myślałam o samorządzie, bycia w jednej gminie Wójciną, z której pochodzę, ale czułam, że to jest trochę nie to, co bym chciała. Coś szerzej, coś więcej, coś inaczej.

PK: Tak jest. 

VR: Coś inaczej

PK: Idźmy szeroko.

VR: Idźmy szeroko. I wtedy, wtedy, kiedy stanęłam, przemawiałam do mieszkańców, mieszkanek i mieszkańców Wielkopolski, bo tam byli ludzie z całej Wielkopolski. Pomyślałam tak “to jest ten moment i bierzesz sprawy w swoje ręce”.

PK: Poczułaś tego bakcyla.

VR: I poczułam.

PK: Tego politycznego?

VR: I poczułam tego politycznego, że wiesz co? Poczułam tę odwagę. Bo jednak jak masz odwagę, to podejmujesz decyzję i dokonujesz wyboru. Jak nie masz odwagi, ciągle ją chowasz się za innymi, że ktoś za ciebie podejmie decyzję, to nie idziesz do przodu i nikt nie podejmował za mnie decyzji. Sama podjęłam. To jest ten moment. Zgłosiłam swoją kandydaturę.

PK: Bałaś się?

VR: A co to jest strach?

PK: No dużo kobiet mi to mówi. Kiedy robimy ankietę, dlaczego nie bierzesz udziału w życiu politycznym? Odpowiadają “Bo się boję. Bo mam lęki. Bo się boję, że nie dam rady, że nie nadaję się” i tak dalej, i tak dalej. Więc chciałam trochę poobalać te mity.

VR: To ja obalę ten mit. Ostatnio byłam na otwarciu wspaniałego Muzeum Biżuterii w Poznaniu, który jest chyba pierwszym w kraju albo i nawet w Europie, a może i na świecie. I tam miałam dyskusję odnośnie odwagi. Właśnie rozmawiałam. Ktoś mi zadał pytanie, jak tam się dostałam do tej polityki. Powiedziałam, że mam dokładnie odwagę. A ktoś mi powiedział “ale co wzmacnia, co jest wzmocnieniem odwagi?” Ktoś mi powiedział, jedna pani powiedziała strach, że gdzieś usłyszała, że strach to nieprawda. To znaczy w mojej ocenie. W mojej ocenie jest obawa. I wytłumaczę to tak wizualizując. Kiedy jesteś nad przepaścią i masz most linowy, a musisz przez niego przejść, jeżeli będziesz miała strach, nie przejdziesz. Cię sparaliżuje. Jest fobia. Nie jesteś w stanie. Padniesz. Miałam taką sytuację, więc mówię to z autopsji. Może nie most, ale inna sytuacja. Natomiast kiedy masz obawę i masz odwagę, to racjonalizujesz sobie i kalkulujesz. Okej. Być może jak będę przechodziła, to co się stanie? Mam zabezpieczenie. Trzymam się dwiema dłońmi i idę. Ktoś tam jest przede mną, ktoś jest za mną, ktoś mnie poinstruuje, więc nie jestem sama. I wtedy przechodzi, kiedy masz taką, że masz obawę, a nie strach. Nie lęki, bo lęki cię obniżają, stawiają cię w mroczność. A obawa jest to dyskusja wewnętrzna. Znowu masz tego sprzymierzeńca i twojego krytyka, który z tobą dyskutuje i podejmujesz decyzję.

PK: Czyli ty już jesteś na tym etapie, że ta wewnętrzna krytyczka czy krytyk nie kieruje twoim życiem. Słuchasz jej i myślisz sobie: "No dobra, ona mi mówi to, ale to ja podejmuję decyzję–”

VR: Dokładnie.

PK: “A nie ona".

VR: Dokładnie tak jest. I to jest uświadomienie. To też wynika z tego, że jestem coachem, bo to też jeden z elementów mojego później rozwoju zawodowego. Więc... Ale nie trzeba być coachem. Naprawdę można być osobą, która czyta, która myśli o sobie, która zna siebie. Bo najważniejsze, dla mnie przede wszystkim, to poznanie siebie i bycie uczciwą z sobą. Wypisanie sobie wszystkich mocnych stron i słabych. To, co jest twoim marzeniem, co jest twoją szansą, a co jest twoją słabą stroną. I pamiętajmy, że mocna strona będzie zawsze i ją rozwijajmy, a słabej się przyglądajmy i poszukajmy, kto nam pomoże w tej słabej stronie.

PK: Myślę jeszcze na koniec chciałam cię zapytać o to jak.., bo masz dużo na sobie: masz dzieci, już dużych synów, masz-

VR: Wnuki.

PK: Wnuki. Masz Kongres Kobiet. Masz podróże, które lubisz. Ale czy są takie momenty, kiedy świadomie mówisz sobie: "Dobra Wioletta, teraz jest czas na odpoczynek. Teraz musisz się zresetować. Musisz zadbać o siebie". Jak to robisz? Jak robisz to, czego często kobiety nie mają właśnie, czyli dbają o siebie, o swój dobrostan, o swój odpoczynek, o to, żeby po prostu nic nie robić, dając sobie-- dajesz sobie taką przestrzeń na to, żeby, żeby po prostu odpuścić i teraz zadbać o siebie.

VR: Każda z nas potrzebuje czegoś innego. Jedna potrzebuje robótek ręcznych, inna czytania książki. To zależy od naszego usposobienia i naszej-- typu osobowościowego. Natomiast w moim przypadku, kiedy jestem ekstrawertyczką i potrzebuję ruchu, to przez wiele lat chodziłam na jogę, ćwiczyłam, robiłam rower, bo bardzo lubiłam. Zimą to narty, sport. Przede wszystkim sport, jakaś aktywność fizyczna. Ale ostatnio podjęłam decyzję, że przejdę na emeryturę, czyli nie pracuję już w korporacji, ale nadal jestem bardzo aktywna, bo pracuję jako coach i trenerka, więc działam. Ale od dwóch lat tańczę tango argentyńskie.

PK: I znowu oczy ci się świecą. [śmiech]

VR: Tango to znowu jest coś niesamowitego. To uczy nas znowu uważności, współpracy, odczuwania i czegoś, co znowu daje nam inną, inny rozwój. To jest niesamowite, jak człowiek doświadcza czegoś nowego i ciągle mówi ja się znowu w czymś rozwijam. I myślę, że to właśnie ten odpoczynek jest w moim przypadku, żeby też nie przesadzić z rozwojem, bo to mówię o innym znowu rozwoju, tak? Żeby poszukać takiej aktywności, które nas wypełniają, naszą naturę, naszą osobowość, która dają nam właśnie taki balans pomiędzy aktywnością, życiem osobistym, rodziną. Koło życia dla mnie jest podstawą. Kiedy badam sobie, sobie robię to koło życia, czyli krótko mówiąc mam kółko, rysuję sześć ćwiartek, stawiam sobie rodzinę, pracę, aktywności, moje pasje i patrzę, gdzie ja jestem. Jeżeli przekraczam siódemkę, to znaczy, że jestem taka właściwie zrównoważona, bo ta równowaga w sobie jest najważniejsza, żeby nie przekroczyć. Później mamy poczucie, że dajemy z siebie za dużo, że ktoś nas wykorzystuje, a my mamy dać to, co chcemy same dać. Nie tego, czego od nas oczekują, bo zawsze będą oczekiwania. Im więcej możesz, tym większe masz oczekiwania. Wracając, bo ty mi zadałaś pytanie w tej polityce, jak się tam dostałam, a chciałam tylko dopowiedzieć, że będąc już radną miałam okazję w-wpłynąć na pewne działania i w tym roku było fantastyczne spotkanie dla organizacji pozarządowych, które nazwałyś-- nazwaliśmy NGO w Szpilkach z mojej inicjatywy. Też były szkolenia dla kobiet z mniejszych miejscowości. Jak pracować z mediami społecznościowymi. Angażuję się w sprawy właśnie wsparcia czy małych organizacji, które chcą nawiązać współpracę z Urzędem Marszałkowskim, bo tam są ogromne możliwości do tej współpracy. Zarówno wsparcie finansowe, ale merytoryczne. To jest bardzo ważne, aby w społeczeństwie ta równowaga pomiędzy samorządami a organizacjami pozarządowymi, które realizują bardzo trudne czasami zadania orga-- samorządu, aby one czuły się docenione, aby one były zauważone i aby ta współpraca naprawdę niosła za sobą ten aspekt rozwoju i tego perspektywy, że sano-- będziemy stanowić takie społeczeństwo, jak to stanowi społeczeństwo skandynawskie. Zrównoważone. O to mi najbardziej chodzi, bo w Kongresie Kobiet mówimy dużo o równości, o równowadze i o tym, aby w tej przestrzeni życia, wszyscy czuli się równi.

PK: Powiedziała Wioletta Ratajczak, która jest nie tylko, jak słyszymy, architektką własnego życia, ale też naszego samorządowego. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę.

VR: Bardzo dziękuję za zaproszenie.