Od.Ważne

Od.Ważne II - odcinek 5. Kinga Zastawna: Operacja Marzenia.

Fundacja Obywatelki.pl Season 2 Episode 5

Use Left/Right to seek, Home/End to jump to start or end. Hold shift to jump forward or backward.

0:00 | 29:23

Operacja Marzenia.

 Kinga Zastawna to chirurżka, wolontariuszka i prezeska Stowarzyszenia Dla Świata. Od lat łączy wymagającą pracę na sali operacyjnej z działalnością humanitarną. Niesie pomoc medyczną tam, gdzie dostęp do lekarza wciąż jest luksusem. Swoją wiedzę i doświadczenie wykorzystuje nie tylko w Polsce, ale również podczas misji medycznych w Afryce i Indiach, udowadniając, że medycyna nie zna granic.

Wybrała jedną z najbardziej wymagających specjalizacji lekarskich- chirurgię, która przez lata była postrzegana jako domena mężczyzn. Pokazuje, że w tym zawodzie liczą się przede wszystkim kompetencje, odpowiedzialność i determinacja. Nie boi się podejmować trudnych decyzji i każdego dnia udowadnia, że  siła może iść w parze z empatią.

Poza pracą w szpitalu angażuje się w rozwój młodych lekarzy i zachęca ich do odważnego podążania własną drogą. Wierzy, że marzenia warto realizować świadomie, a największą satysfakcję daje możliwość realnego wpływu na życie drugiego człowieka. Swoją postawą inspiruje kobiety do przełamywania stereotypów i pokazuje, że to nie płeć determinuje realizacje przyszłych celów, tylko ludzie, którzy z pasją i konsekwencją do nich dążą.

Projekt Siła Równości II edycja jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej i budżetu Państwa w ramach Programu "Fundusze Europejskie dla Wielkopolski 2021 - 2027" 

#FunduszeEuropejskie 

#FunduszeEU

Paulina Kirschke: Zapraszamy na kolejne rozmowy w drugiej edycji cyklu Siła Równości. Podcast przygotowywany jest przez Fundację Obywatelki.pl. Posłuchajcie kobiet, które robią to, co kochają. Projekt jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej i budżetu państwa w ramach programu Fundusze Europejskie dla Wielkopolski 2021-2027. Dzień dobry. Paulina Kirschke. Dzisiaj w kolejnym odcinku naszego podcastu witam Kingę Zastawną. Cześć, dzień dobry.

Kinga Zastawna: Dzień dobry.

PK: Lekarkę, eee, lekarkę-chirurga? Tak dobrze powiedzieć?

KZ: Tak może być.

PK: Ale jednocześnie prezesa Stowarzyszenia dla Świata. Kobietę, która nie tylko leczy, nie tylko operuje, ale też od lat jest wolontariuszką. To prawda?

KZ: To prawda. [śmiech]

PK: Ja zacznę jednak od tej drogi i ścieżki kariery lekarskiej, ponieważ mówi się, że, yyy,  długo tak było, przynajmniej w tym świecie lekarskim, że chirurżka, chirurg to nie jest robota dla kobiety. Kobiet jest coraz więcej, a mam wrażenie, że to jest idealna robota dla kobiet. Em, miałaś ten początek taki trudny, jak myślałaś o wyborze tego, że będziesz chirurgiem, y, że takie myśli ci się w głowie pojawiały? [Cmoknięcie] A może lepiej coś innego wybrać?

KZ: Oczywiście. [Śmiech] Oczywiście, że miałam. Ja sobie zdawałam sprawę z tego zawsze, że to jest, y, ciężka praca, obciążająca bardzo i psychicznie, i fizycznie. I sama miałam takie myśli, że kurczę, a może sobie nie poradzę? A może ta moja kariera będzie bardzo krótka przez to, że fizycznie po prostu sobie, nie będę mogła dać rady. Yyy, ale muszę powiedzieć, że gdzieś miałam zawsze też bardzo dużo wsparcia i wśród przyjaciół, i wśród ro-, znajomych, i przede wszystkim wśród mojej własnej rodziny, że jak ten pomysł się pojawił, to on  nigdy nie był jakiś tam bombardowany czy unieważniany, tak…To była jakieś moje marzenie. Trochę myślę, że taka specjalizacja, która odpowiada mojemu charakterowi, więc, yyy, więc wspierana byłam w tej decyzji.

PK: To jest ważne, co powiedziałaś, bo mój tata przez, yym, długie lata wyobrażał sobie, zupełnie nie wiem dlaczego, że będę dentystką. Yyy, a ja z kolei wyobrażałam sobie z moim charakterem, że jakbym była dentystką, to na pewno bym robiła: "Ups, to nie ten ząb. O, przepraszam pana bardzo albo panią." [śmiech] Charakter jest ważny przy doborze zawodu, specjalizacji również. Ym, jakie cechy w takim razie pozwoliły ci myśleć o tym, że będziesz właśnie chirurgiem?

KZ: No chyba przede wszystkim brak cierpliwości. [śmiech] To znaczy chirurg w sumie, e,  tak o tym mówiąc, dość szybko widzi efekty swojej pracy. Czy to są dobre efekty, czy są niedobre. Ale ten efekt pojawia się dosyć szybko. W przeciwieństwie do innych specjalizacji, które zajmują się chorymi, którzy le-… chorują przewlekle bardzo wiele miesięcy czy nawet czasami lat trzeba leczyć, eee,  chorych, żeby, żeby doszli do pełni zdrowia, czy żeby to zdrowie jakby mogli...eee…

PK: Odzyskać.

KZ: Odzyskać. Mhm.

PK: A ty widzisz od razu. Uda się.

KZ: A ja może nie tak zupełnie od razu, ale ten efekt faktycznie jest dosyć szybko widoczny. Też jest, yyy,  pewnie… ja jestem dosyć osobą impulsywną. To absolutnie nie jest zaleta w moim przypadku, ale…yyy, n-, nie-, nie mam dużej chyba trudności w podejmowaniu decyzji. Eee, to nie są zawsze dobre decyzje, ale, y,  ta decyzja przychodzi dosyć szybko i to chyba jest też w sumie dosyć ważne w tej konkretnej specjalizacji. Tak myślę.

PK: Myślę, że każda decyzja w twojej bańce [śmiech] jest lepsza niż żadna chyba, kiedy ją trzeba szybko podejmować.

KZ: No tak, to wstrzymywanie się z decyzjami z pewnością, szczególnie w takich sytuacjach, emm, ostrych czy jakichś nagłych, to, to, to, to jak najbardziej te decyzje jakby przyspieszają proces jakiegoś tam leczenia tego chorego czy zachowania jego zdrowia lub czasami nawet życia.

PK: Czyli jak podjęłaś tę decyzję i pomyślałaś sobie “dobra chirurgia”, to miałaś po drodze też takie myśli już w-- “o nie, to jednak było bez sensu”. [śmiech] “Mogłam robić co innego.”

KZ: Ja muszę powiedzieć, że czasami muszę to przyznać. Zdarza mi się to do tej pory, że „och, przecież mogłam!”. I tutaj mam mnóstwo pomysłów, co tam robić w życiu, eee, bo zawsze byłam ciekawa bardzo różnych rzeczy i różnych rzeczy udało mi się w życiu spróbować. Yyy, ale ostatecznie muszę powiedzieć, że jak wracam do domu, to wiem, że chyba to jest jednak to i że ja to bardzo lubię.

PK: Co jest w tym najfajniejszego?

KZ: No ta satysfakcja chyba. Praca zespołowa. Ja uwielbiam pracować z ludźmi. Z tymi ludźmi, z którymi pracuję teraz, no czuję się bardzo dobrze. Y, pracuję też w różnych miejscach i właściwie nigdzie nie mam problemu z tym, żeby, żeby gdzieś pracować zespołowo. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem, co powiedzą, ee, słuchacze, moi znajomi [śmiech] na ten temat, ee,  ale chyba to jest fajne, że wspólnym wysiłkiem, wspólną ciężką pracą w specyficznych warunkach osiąga się jakiś cel. Ten cel jest czasami… świetny, a czasami jest trudny, ale jest wspólny i gdzieś tam chyba to jest najbardziej takie motywujące do tego, żeby codziennie jednak wstać i pójść w to samo miejsce, które nie jest idealne, ee, bo żadne miejsce pracy nie jest idealne, ale żeby się jednak, yy,  spotkać i znów robić to samo i znów iść do przodu.

PK: Tak. Myślę, że ludzie w każdej pracy są bardzo ważni, bo to oni dodają nam, prawda, skrzydeł. I też ta praca zespołowa daje poczucie bezpieczeństwa i sensu też, że to, co robimy, jest ważne i mamy z kim też dzielić i sukcesy i porażki. Mm, ten podcast robimy również dla kobiet, które jeszcze są młode i myślą sobie o wyborze swojego zawodu i o tym, kim będę, kiedy dorosnę. Ty od początku wiedziałaś. Miałaś dziesięć lat i byłaś przekonana: „będę lekarką”?

KZ: Absolutnie nie. Ja chciałam być aktorką, dziennikarką. Yy,chciałam być, yyy…astronautką.

PK: O!

KZ: Tak, ma-, miałam bardzo różne pomysły i one się bardzo szybko zmieniały. Także właściwie codziennie chciałam być kimś innym. Tak było pewnie, kiedy byłam tam, tam dzieckiem, a potem, no ten wybór jakoś już się tam kształtował na podstawie różnych, yyy,  jakichś tam rzeczy. Myślę, że ten wybór tak naprawdę na początku nie jest świadomy tak do końca, nie? Można powiedzieć, że są osoby, które gdzieś tam, no są bardzo zafascynowane i od samego początku wiedzą, ale ja myślę, że tak na początku, przynajmniej w moim przypadku, nie było tak. To nie było do końca świadome, że ja wiedziałam, jak to wygląda. Teraz czasami spotykam się ze znajomymi i, i właśnie mówię o tym kurczę, a ja to sobie wyobrażałam, że te nocne dyżury to będę taka...Yyy… Będę taką bohaterką, która biegnie. A teraz taka jestem zmęczona. Jak ktoś do mnie dzwoni, to myślę sobie „matko, czemu? I co ja tutaj robię w ogóle? Dlaczego ktoś chce w nocy mi przeszkadzać? Przecież mogłam robić coś innego.” Więc faktycznie myślę, że te wybory, yyy, są, były nieświadome, no ale-

PK: Ale się sprawdzają w Twoim przypadku.

KZ: Ale się sprawdzają.

PK: Myślę, że to, to jest taki wybór, który też jakoś determinuje, bo trudno sobie wyobrazić po tylu latach, yym,  uczenia się, studiowania, praktyki, że się rzuca to wszystko i zaczyna się być kimś zupełnie innym, prawda? To chyba jest tak, jak nie wiem. No d-,  ja na przykład już nie mogłabym pewnie zostać chirurgiem [śmiech], bo to wymagałoby ogromnie dużo wysiłku, czasu.

KZ: Wymaga, tak.

PK: Wie-, więc jak już się taką ścieżkę podejmie życiową, to trochę żal jest pewnie nawet jak takie myśli przychodzą do głowy, żeby to rzucić, bo ma się tę świadomość też tych wyrzeczeń, prawda, które są za tobą.

KZ: Tak, to jest jedna rzecz. A druga rzecz, yyy, no tak, to jest, byłoby pozbawienie czegoś, co jest dla mnie ważne, do czego dążyłam. Oczywiście, że tak. I muszę powiedzieć, że to byłoby chyba dla mnie jedną z największych, yyy… porażek, gdybym nie mogła robić tego, co robię w tej chwili. Jest... Byłoby mi bardzo ciężko.

PK: Mhm. No człowiek się skleja z tym troszkę, prawda?

KZ: To prawda.

PK: Staje się to elementem tożsamości.

KZ: Tożsamości. Zgadza się, mhm.

PK: Powiedzmy w takim razie jeszcze trochę o tym. Yyy…Bo wybór to jest oczywista sprawa, ymm, że w pewnym momencie człowiek musi zdecydować, co będzie robił w życiu, chociaż czasami może porobić też inne rzeczy. Ale chciałam cię jeszcze podpytać o to, czy m-,my sobie budujemy czasami jakąś wizję tego, jak wygląda nasz zawód na podstawie bardzo różnych rzeczy, czy jak będzie wyglądał. Trochę widziałaś, bo twoja mama jest też lekarką, w związku z tym pewnie niektóre rzeczy łatwo ci było podejrzeć. Ale zastanawiam się, na ile — zawsze mnie to zastanawia — na ile oglądasz seriale amerykańskie i patrzysz sobie “no nie, to przecież zupełnie tak nie wygląda” [śmiech].

KZ: Okej. Tak. To znaczy oglądałam seriale medyczne, ee, gdzieś na-

PK: George Clooney, wiesz, "Ostry dyżur".

KZ: Oczywiście! [śmiech] "Dr House".

PK: Tak jest.

KZ: Eee…Tak, tak oglądałam, ale to było gdzieś za czasów z początków studiów, może nawet potem też. Teraz wiem, że jest jakiś bardzo ciekawy serial, bo wiele osób mówi.

PK: "The Pitt".

KZ: "The Pitt" właśnie, ale nie widziałam ani jednego odcinka i nie oglądam. Y, troszkę szukam przestrzeni na to, żeby odpoczywać od myśli o tym, co ja robię, a k-, co-

PK: Co byś zrobiła.

KZ: Co bym zrobiła…żeby analizować…. Żeby się denerwować, że to tak wcale nie wygląda. Yy, wszystko jest jakaś fikcja kompletna. Chociaż tak jak mówię, nie widziałam żadnego odcinka, więc być może, być może obejrzę. Trochę interesuje mnie historia medycyny, historia chirurgii, więc tak jakieś tam rzeczy gdzieś tam sobie doczytuję czy oglądam.

PK: Też były takie seriale, prawda?

KZ: Były, były. Tak, oczywiście, eee… bo to j-,  było dla mnie jakieś przełamywanie ogromnych barier, ten rozwój chirurgii, eee,  wówczas. Ee, ale tak to, to muszę powiedzieć, że jakoś tak-

PK: Nie, niekoniecznie.

KZ: Niekoniecznie.

PK: A miałaś taki moment, jak pierwszy raz pojawiłaś się na sali na przykład operacyjnej, że...

KZ: Pierwszy raz na sali operacyjnej zemdlałam .

PK: [zdziwienie] O wow, jak to?

KZ: To było na studiach. To były praktyki wakacyjne i pozwolono mi wejść na salę operacyjną po raz pierwszy tak, żeby się ubrać w strój chirurgiczny, żeby podejść do stołu operacyjnego. Oczywiście nic nie robiłam, mogłam tylko położyć sobie rękę tam przy tym polu operacyjnym i obserwować z tego pierwszego, yyy…

PK: Rzędu.

KZ: Miejsca i z pierwszego rzędu z tej loży, tak? Jak ta procedura chirurgiczna, która była jakąś niewielką procedurą. Już nie pamiętam, co to dokładnie było, ale wiem, że byłam tak przejęta, zrobiło mi się tak gorąco, że, że po prostu tylko powiedziałam, że jest mi słabo. I to był bardzo krótki [śmiech] epizod i oczywiście-

PK: Premiera była krótka.

KZ: Tak. [śmiech] I potem wszyscy mówili „no chyba jednak to nie dla ciebie ta chirurgia, nie?” No to…a dlaczego nie?

PK: Tak jest. To też ku, jakby, pociesze tym wszystkim, którzy mają takie myśli, że na pewno się przewrócą. Albo [śmiech] można to zrobić i luz, można potem zostać chirurżką.

KZ:b Dokładnie tak. Nawet jeżeli ktoś myśli sobie ojej, boję się krwi czy boję się jakichś tam takich wnętrzności, czy jakichś takich, bo mamy, mamy różne wyobrażenia, jak to wygląda, to myślę, że ostatecznie, yyy, naprawdę specja-specjalizacja ta, ta chirurgiczna jest dla, dla każdej osoby, która gdzieś tam chce to robić. Jakby nie ma co się uprzedzać do tego, że ojejku, ja nie mogę patrzeć na krew, nie?

PK: W pewnym momencie pewnie staje się to oczywistością. Mhm.

KZ: Bo w pewnym momencie staje się to dosyć oczywiste i dosyć takie codzienne, że no widzi się tą krew.

PK: Powiedzmy w takim razie o twojej drugiej pasji, bo jedna strona medalu to jest właśnie, ee, bycie lekarką, ale druga to jest bycie lekarką, ale w nieoczywistych miejscach świata. [śmiech]

KZ: Zdarza się tak i też. [śmiech]

PK: Jak ta historia się twoja zaczęła? Ponieważ od wielu lat jesteś wolontariuszką, która wyjeżdża w różne miejsca świata i tam stara się nieść pomoc. Ee, ale też jesteś prezeską właśnie stowarzyszenia, które zostało powołane po to, aby wysyłać lekarzy w takie miejsca.

KZ: Tak. No więc ta moja historia zaczęła się też od tego oczywiście, że na studiach gdzieś przeczytałam artykuł, o wolontariuszach, którzy pakują paczki z lekami, opatrunkami i wysyłają, eee, takie paczki do krajów, w których tych produktów po prostu brakuje. No i pomyślałam sobie kurczę, to by było naprawdę świetne dołączyć do tej grupy. I faktycznie tak się stało. Sama, eee,  znalazłam ich. Eee, to była Fundacja Redemptoris Missio, poznańska znana, eee, fundacja i dołączyłam do wolontariuszy. I tam byłam wolontariuszką wiele, wiele, wiele lat. Ta fundacja umożliwiła mi wyjazd po raz pierwszy. Pojechałam do Indii, do takiej kolonii dla trędowatych, gdzie, gdzie, gdzie…tak, gdzie po raz pierwszy jakby odkryłam, że tak, że ja chcę to robić, że to jest bardzo ważne dla mnie. No i potem była kontynuacja, a potem powstało stowarzyszenie „Dla Świata”,yy,  iii… które jest, tam zajmuje bardzo ważne miejsce dla mnie w moim sercu, ponieważ no w końcu mogę zrobić coś, za co ja jestem odpowiedzialna. Mam, mam wspaniałą grupę ludzi, którzy mi w tym pomagają. Nie są lekarzami, a pomagają. Widzą w tym sens, że gdzieś tam są na świecie ludzie, którym po prostu warto pomóc. Dlaczego? Dlatego, że każde ludzkie życie jest ważne.

PK: Myślę, że bardzo tego w naszej świadomości brakuje. Takiego podzielonego kraju też, w którym wystarczy mieć inne poglądy polityczne i już jesteśmy na siebie źli albo wrogo nastawieni. Że brakuje bardzo takiego humanizmu, takiego sedna, tego humanizmu, tego, że każdy z nas ma takie same problemy. Na koniec dnia walczy o to samo dla swoich dzieci, dla świata, dla, dla siebie. To pomaga też w zrozumieniu, że wszyscy jesteśmy podobni i mamy podobne wyzwania tylko być może nie mamy tego szczęścia, że urodziliśmy się w Europie, tylko w jakimś innym miejscu świata.

KZ: Jak najbardziej. To bardzo się docenia, ale ja tutaj bym chciała wrócić po prostu do naszej przysięgi lekarskiej, w której mówimy o tym, że bez względu na wszystko, czy to człowiek jest bogaty, czy biedny, czy ma poglądy takie czy inne, czy jest kobietą, czy mężczyzną, nie ma to dla mnie znaczenia. Życie jest ważne i myślę, że każda osoba, która wybiera sobie ten zawód, to musi sobie to postawić na… jako, jako pierwszy i najważniejszy punkt. Życie jest ważne każdego człowieka, bez względu na wszystko i jak się to dostrzeże, to potem, to potem ta praca jest, yyy, tylko wypełnieniem tego, emm, tej idei, tak? I-

PK: Zastanawiam się, czego innego uczy takie spojrzenie, ymm… z jednej strony z dystansu, a z drugiej strony właśnie wyjazdy. Praca, czasami pewnie w trudnych warunkach, bo to nie są szpitale podejrzewam w taki sposób wyposażone jak nasze. Ja miałam tę możliwość, że obserwowałam pracę stomatologów z kolei w klasztorze Bencien w Katmandu lata temu. No i wiadomo, że starają się mieć dobry fotel, dobry sprzęt, ale to nie jest to samo co w dobrze wyposażonym gabinecie. Y, t, tam też bierzecie pewnie to, co jest najpotrzebniejsze, ale niektórych rzeczy nie możecie robić. Jak wygląda taki dzień właśnie pracy, yy,  i, i dokąd jeździsz teraz?  Ja, ja-, które to są miejsca?

KZ: Ostatnio w styczniu byłam w Indiach. Wcześniej chętnie powiem o wyjeździe do Afryki, bo tam była taka typowa praca chirurgiczna i faktycznie w bardzo ograniczonych warunkach. To znaczy szpital tam jest i funkcjonuje na takich zasadach prowadzi, p-, szpital prowadzi polski zakon Sióstr Misjonarek od Aniołów, ee, i one fantastycznie prowadzą ten szpital i on jest na-,  wyposażony na tyle, na ile to jest możliwe. Ale na przykład zabiegi w znieczuleniu ogólnym są całkowicie niemożliwe, dlatego że nie ma sprzętu do tego znieczulenia, nie ma też leków, nie ma możliwości, żeby takiego pacjenta po takiej operacji potem zabezpieczyć, bo, bo nie ma takiego sprzętu. Także no ja-- jak wyglądał dzień, to dzień był w ogóle fantastyczny. Myśmy wstawały, bo, b-, byłyśmy akurat też cz-cz-cztery kobiety. Myśmy wstawały wcześnie rano, oczywiście śniadanie, a potem, ee, praca. I, mmm, początkowo chciałyśmy zoperować jak najwięcej pacjentów się dało. Wobec tego tych zabiegów sobie planowałyśmy bardzo dużo na każdy dzień. No i przyszły pierwsze problemy, bo się okazało, że po godzinie-, po zmroku w pole, w pole operacyjne wpadały nam owady. Więc, yyy, no, więc wiedziałyśmy już, że to tak nie może być, że to tak-

PK: Taka prozaiczna sprawa, której nikt nie przemyślał.

KZ: Taka prozaiczna sprawa, które po prostu lecą do światła. A my mamy pole operacyjne najlepiej oświetlone na całej sali operacyjnej. Więc tak, ale ta, ta muszę powiedzieć, że ta praca na-,  w krajach misyjnych różnych, w których byłam, jest ba-bardzo, bardzo, bardzo satysfakcjonująca. Yyy, bo tam ludzie dostrzegają ten nasz wysiłek chyba bardziej troszeczkę niż tutaj, w krajach, gdzie właściwie wszystko mamy i mamy dostęp do, do tej opieki zdrowotnej. Ja wiem, że w Polsce się bardzo narzeka na tą opiekę, emm, ale musimy sobie zdawać sprawę, że są miejsca, gdzie jest znacznie gorzej. Gdzie żeby spotkać się z…kardiologiem, ginekologiem, chirurgiem to trzeba mieć naprawdę szczęście, bo w tych krajach po prostu tych lekarzy nie ma. Nie ma funduszu na to, żeby ich szkolić, nie ma funduszu na to, żeby tworzyć im miejsca do pracy. Więc jak ktoś przyjedzie, to dla tych ludzi jest tak naprawdę błogosławieństwo, że mogą przyjść. No się tak zaczęła nasza historia, że myśmy pojechały i pierwszego dnia nie planowałyśmy jeszcze operować. Chciałyśmy zbadać pacjentów, przygotować ich do tego. Ale do szpitala przybiegł człowiek z uwięźniętą przepukliną, tak naprawdę nie zoperowany. Mógłby, eee, umrzeć. Ale udało się pomóc i to było… To do tej pory jest dla mnie jakimś takim znakiem, że kurczę, to jest naprawdę ważne. Trzeba czasami robić to, co się chce, bo, bo to czasami pomaga innym. [śmiech]

PK: Oczy ci się świecą, jak o tym opowiadasz. [śmiech]To jest przepiękne. Pamiętam, e,  też to moje doświadczenie właśnie w Katmandu. Ono jest o tyle podobne. Oczywiście ja nie mam nic wspólnego z medycyną, natomiast przyglądałam się tamtym lekarzom, którzy zostawiali tam, mm, czasami kilka miesięcy do pół roku. I kiedy ich pytałam, dlaczego tak długo, bo przecież to są mnisi, m-można ich leczyć i, i, i…na bieżąco w zasadzie, to oni mi odpowiedzieli tak: Ale jak ludzie z gór dowiadują się, że w klasztorze są lekarze, to ta wieść idzie długo i potem ci ludzie też schodzą długo. Więc zostajemy tam tak długo po to, aby dać szansę okolicznym mieszkańcom na to, aby skorzystali z tego, że jest darmowy stomatolog, co nam się wydaje, eee, no, niemożliwe, że ludzie z takimi niezwykłymi chorobami przychodzą, bo nie wiem, mycie zębów, szczotkowanie, nitkowanie wydaje nam się takim oczywistym zabiegiem. Natomiast, yy, no wystarczy właśnie pojechać kawałek dalej i już zaczyna się zupełnie inny świat.

KZ: To prawda. My jak pojechałyśmy, jak przygotowywałyśmy się do wyjazdu do Afryki, yyy, to siostra, która prowadzi szpital, yyy, ona już dużo, dużo, dużo wcześniej, eee, tą wieść o tym, że my przyjeżdżamy, rozpuściła. I faktycznie było tak, że myśmy mieli pacjentów praktycznie z…całego kraju, który jest wielkością no pewnie podobny do, do Polski, więc no można sobie wyobrazić. Ci ludzie przyjeżdżali autobusami, przychodzili pieszo. I powiem szczerze, że na następny dzień po zabiegu wstawali i szli do swoich domów, czasami pieszo, bardzo daleko. Więc… tak, to jest ważne, żeby sobie uświadomić, że, że my, że czasami nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jakimi jesteśmy szczęściarzami, że jesteśmy tu i teraz.

PK: Nie doceniamy tego po prostu.

KZ: Nie doceniamy. Sama tego nie doceniam, muszę powiedzieć. Muszę się do tego przyznać, że sama tego nie doceniam, bo czasem się złoszczę, że tego nie ma, to już powinno być na wczoraj i myślę, że wszyscy tak trochę mamy. [śmiech] A potem jak sobie wrócę myślami do takich momentów czy do Indii, do których wielokrotnie wyjeżdżałam, eee, to myślę sobie, że kurczę, jestem w czepku urodzona.

PK: To uczy pokory.

KZ: Uczy pokory.

PK: To uczy pokory. Ale też myślę sobie, że też uczy takiego spojrzenia na to, jaką szczęściarą ty jesteś, ja jestem, że możemy też zawodowo robić to, co chcemy, bo pewnie niewiele osób w takim kraju jak Indie czy… w…jakimś kraju afrykańskim kobiet na przykład może sobie wyobrazić, że: „O, zostanę chirurgiem, dziennikarką”. To też jest dla nich niemożliwe.

KZ: Tak, zdecydowanie. Jak najbardziej. No…w krajach, w…o ile jeszcze w Indiach, w Indiach to jest zupełnie pewnie inny problem, bo Indie to jest bardzo rozwinięty kraj, w którym ta dostępność do edukacji jest, tylko jest ograniczona tylko dla osób-

PK: Odpowiedniej klasy.

KZ: Odpowiedniej klasy czy kasty, czy z odpowiednim…mm… jakimś tam, mm… majątkiem, tak? W Afryce jest to w ogóle niedostępne, nie. Ja myślę, że w Afryce wiele osób, eee,w ogóle nawet nie ma takich marzeń, nie? To jest poza ich jakby...mm…jakby…

PK: Amerykanie na to mówią „dream gap”. Że, że-

KZ: „Dream gap”, tak. Że oni nie wiedzą, że w ogóle można o tym marzyć, nie? No to trudno się temu dziwić, jeżeli jest jakiś procent osób niepiśmiennych na przykład, to osoba niepiśmienna nie… wydaje mi się przynajmniej, że ja się oczywiście na tym nie znam, ale wydaje mi się, że ona sobie nie może pewnych rzeczy wyobrazić, nie? Że mogła robić by coś innego, nie? Bo, tak- o-, marzenia się ograniczają tylko do tym, do tego, co jest, yyy, tu i teraz. Może do tego, co jest za tydzień, nie?

PK: Tak. Co widzimy i możemy czego dotknąć. A powiedz mi, zdarzają ci się takie historie właśnie, że ktoś do ciebie przychodzi i mówi: “ja bym chciała robić to, co ty. Marzę o tym. Co mam zacząć? Jak to zrobić?” [śmiech]

KZ: Ja byłam teraz w zeszłym roku, w listopadzie na takim kongresie, ymm, Polonii Medycznej w Wilnie, e,  i tam było bardzo dużo studentów. E, i właśnie tam opowiadałam troszeczkę o mojej pracy, takiej pozaszpitalnej, pozapozańskiej, o tym, że wyjeżdżam i w kraj, czasami do krajów, czasami właśnie takich, yyy,  misyjnych. I muszę powiedzieć, że tam miałam rzeszę studentów, bo, ponieważ wtedy mnie spotkali i którzy cały czas do mnie piszą i mó- i  się pytają, “jak to zrobić, jak mam, jak mam to zrobić, jak, yyy, jak wyjechać, jak zostać chirurgiem” i tak dalej. A tutaj w Poznaniu mam, muszę powiedzieć, dwie fantastyczne rezydentki pod moją pieczą. Akurat się zdarzyło, że dziewczyny, bardzo się z tego cieszę, które też dają mi dużo satysfakcji z tego, że są i że widzę, jak się uczą. Eee, one mi bezpośrednio nie mówią, że chciałyby, tak, jak. Bo one już swoją decyzję podjęły, że chcą być chirurgami. Yyy,  ale jak obserwuję ich sukcesy, to takie małe na początku te sukcesy, to jestem strasznie dumna. [śmiech]

PK: Ja myślę, że to jest bardzo, bardzo ważne, żeby też widzieć. Z jednej strony mamy to dream gap właśnie, ale z drugiej strony mam wrażenie, że w bardzo wielu, u- zawodach mamy taki brak „role model”. Też Amerykanie i Amerykanki to wymyśliły, ale chodzi o to, że jeżeli nie widzimy kobiet w jakimś zawodzie, to sobie myślimy: “dla nas to jest niedostępne, bo przecież kobiety tego nie robią”. I myślę, że to też jest ważne, żeby świadomie lub nie pokazywać innym kobietom: „możesz to robić”. To jest zawód dla ciebie, jeżeli chcesz.

KZ: No jasne, jak najbardziej. Ja uważam, że jakby kobietom niczego nie brakuje, żeby miały nie wykonywać tego zawodu. Aczkolwiek myślę, że każdy i każda kobieta powinna być świadoma, że jest to fizyczna praca. Jest to ciężka praca, obciążająca psychicznie. To jest praca, w której czasami albo raczej często nie wraca się na czas do domu, eee, i to może być problem. Więc warto wybrać świadomie. Chociaż ja muszę powiedzieć, że [śmiech] myślę, że w tym momencie takiego zachwytu i fascynacji tą specjalnością, yy,  można trochę zapomnieć o tym, że tak jak ja mówię, ja mimo że tam może troszkę sobie w-

PK: Wyromantyzowałaś.

KZ: Tak, romantyzowałam i cały czas romantyzuję pewnie, nie. I jakoś sobie tłumaczę, że przecież…właśnie tak ma być. Ale odczuwam jakby, yy,  ciężar tej pracy też, nie. I czasami jest mi bardzo ciężko i czasami szukam osoby, która by to zrozumiała, nie, bo, bo wiem, że, że, że wiele osób tego nie zrozumie, że-, n-n-

PK: Nie jest w stanie nawet.

KZ: Nie jest w stanie, nie.

PK: Jak dbasz o siebie w takim razie?

KZ: [śmiech] Rozwijam swoje pasje. Tak myślę. Eee, mam wspaniałych przyjaciół, mam wspaniałą rodzinę. Yyy, i chyba… tak.

PK: Odpoczywasz?

KZ: Troszkę s- tak.

PK: Umiesz to już robić?  Bo dużo kobiet się tego uczy.

KZ: Chyba tak. Czasami nie, czasami tak. [śmiech] Pewnie tak trochę to jest. Bardzo lubię chodzić na spacery bardzo długie. E, interesuję się przyrodą. Ee, gdzieś tam jakieś takie mam swoje drobne rzeczy, to nie mogę powiedzieć, że to jest jakaś taka pasja, dla której ja tam będę siedzieć w krzakach z lornetką i wypatrywać. Ale interesuję się, doczytuję, czytam dużo książek. To jest taki dla mnie moment, gdzie gdzieś tam wchodzę w jakąś inną przestrzeń i…odpoczywam.

PK: A miałaś właśnie taką „role-modelkę”, taką osobę, o której myślałaś właśnie: „chciałabym być jak doktor House”? [śmiech]

KZ: Ehm. Tak, ale to byli mężczyźni. Właściwie trzech. Ee, trzech chirurgów spotkałam w życiu takich, w różnych-, każdy był w kompletnie różnym miejscu, ee, i chciałam być tac-, dokładnie taka jak oni. I cały czas tak myślę. Eee-

PK: Dlaczego?

KZ: Chyba każdy był troszeczkę inny w tym wszystkim. Jeden z nich to był taki ba-,  starej daty chirurg, bardzo elegancki człowiek, z-, bardzo stanowczy. Wszyscy go słuchali, eee, iii…mmm… bardzo mi się to podobało. Był, był taką klasą chirurgii. Dżentelmenem ogromnym, mimo że nie pracował i nie pracował w Poznaniu. Drugi człowiek to był taki… chirurg, którego poznałam w Indiach, eee,  który, eee… był po prostu bardzo dobrym człowiekiem. I on pomagał wszystkim. Eee, do południa pracował za pieniądze, od południa właściwie pracował za darmo, poświęcając swoje życie, swoje… swój czas taki prywatny, swoją rodzinę częściowo też. To był też człowiek po takich bardzo trudnych przejściach, bo zmarło mu dwójka dzieci, emm, ale mimo to pozostał bardzo takim radosnym i dobrym człowiekiem. Iii…i to bardzo mi się w nim, w nim podobało. A trzeci, trzecia postać to taka z kolei bardzo przebojowa postać yy,  w tej chirurgii. I…no i chyba właściwie te cechy tych trzech akurat mężczyzn, w tym przypadku gdzieś tam spowodowała, że… że tak właśnie o nich myślałam i cały czas tak o nich myślę, że- [śmiech]

PK: Że to są ci.

KZ: Że to są ci.

PK: Ja myślę, że to też jest kwestia wychowania, że, ym,  niektóre dziewczynki mają to szczęście, że są w takiej rodzinie, która jest równościowa. W związku z tym one nie widzą, że mogłyby czegoś nie robić, bo po prostu to jest naturalne, że mogę. Chcę wybrać ten zawód, to go wybieram. Podejrzewam, że mogło tak być w twoim przypadku, że, że, że, że…tak…

KZ: Tak było. Muszę powiedzieć, że wsparcie od samego początku. No ja tak myślę, że ja mam relację z moimi rodzicami fantastyczną. Oni mnie zawsze wspierali we wszystkim. Każdy mój wybór, każdy głupi pomysł był ee, gdzieś tam, ee,  wspólnie omówiony i, i  zawsze dodawały mi te rozmowy skrzydeł. Jakby one-,  rodzice mnie nigdy nie zatrzymywali w tych moich jakichś pomysłach. Więc myślę, że jak najbardziej to wsparcie rodziny jest ekstremalnie ważne, bo myślę, że nie dałabym rady, gdyby ktoś ciągle mówił: „nie, nie poradzisz sobie, nie idź tam, bo będziesz-"

PK: „Nie nadajesz się.”

KZ: „Nie nadajesz się. Zrób coś innego. Będzie ci lepiej, jak będziesz robić coś innego”. A, mimo że tych pomysłów głupich również miałam sporo w życiu, to gdzieś tam… rodzice pozwalali mi też popełniać błędy. Tak myślę.

PK: To jest ważne bardzo.

KZ: Ale też wspierali mnie i gdzieś tam zbierali czasami te- [śmiech]

PK: Zbierali Kingę z podłogi. Wstań dziecko. [śmiech]

KZ: Zbierali Kingę z podłogi. Zbierają cały czas. Zbierają cały czas. [śmiech] Zdecydowanie.

PK: Dobrze mieć takich ludzi wokół. 

KZ: To prawda.

PK: Dobrze mieć dobrych ludzi. Ale jak na ciebie patrzę, to mi przychodzi takie zdanie, które niezwykle lubię i które chyba opisuje ciebie też dość dobrze, że jaki szedł, takich znalazł. [śmiech]

KZ: Trochę chyba tak.

PK: Że jakim się jest dla świata, to się dostaje też mam wrażenie z powrotem,e, i t-, i to jest wspaniałe. Bardzo dziękuję za tą rozmowę. Ee…

KZ: Dziękuję bardzo.

PK: To jest świetny podcast, bo można spotkać takie świetne osoby jak Kinga Zastawna, która jest lekarzem chirurgiem, prezeską, prezesem stowarzyszenia „Dla Świata” i która robi w życiu to, co kocha. Dziękuję.

KZ: Bardzo dziękuję. Bardzo mi miło.